RSS


Biuro:.   33-49-80-801
FAX:.     33-822-33-36

Komórka: 600-114-350
biuro@wadi.pl  info@wadi.pl

EUROPAGadu-GaduGG: Europa SkypeSkype: Europa 
WIZY BILETY
Gadu-GaduGG: KrymSkypeSkype: Bilety
AZJA i BILETY
Gadu-GaduGG: AzjaSkypeSkype: Azja  
9:00-18:00 Poniedziałek - Piątek lub OnLine

WADIWADIWADI
Jesteś dla nas: 931.585 potencjalnym klientem
Obecnie klienci Biura Podróży WADi 11.017 osób
Kraj / Region
Transport
Wyjazd od
 
Wybierz datę
Powrót przed
 
Wybierz datę
Wylot / wyjazd z
Cena od
 
Cena do
-
Zakwaterowanie
Wyżywienie
Szukane słowo np. wspinaczka
Aby otrzymywać informacje o promocjach wpisz e-mail
"Pomysł wyjazdu do Rosji... Część-2."

ZAPRASZAMY do przysyłania swoich opisów i notatek z podróży...
arturo@wadi.pl

07.12.2010r Autor: "Żonaty",, Pomysł wyjazdu do Rosji…"
CZĘŚĆ -2


Czwartek 7 dzień
Z samego rana, kierunek centrum by wymienić walutę.
Kierując się drogą do Centrum po podłożu nie wiedziałem czy to Ryga czy Wrocław, tam chyba też zachowali kamienny bruk od czasów wojny z sentymentu.
Dostrzegłem piękną cerkiew, może nie tak okazałą jak rosyjską ale mimo to piękną, bocznymi drogami po jakimś czasie dotarliśmy do niej i zwiedziliśmy, ciekawą rzeczą było to, że po raz pierwszy zobaczyłem przez parę minut mszę prawosławną.
Musieliśmy wymienić znów walutę i szukając jakiegoś kantoru zmierzaliśmy do centrum, gdzie stojąc na światłach dostrzegłem piękny narożny budynek, chciałem stanąć, ale głupio mi było, bo Jola źle się czuła, ale na szczęście zobaczyłem napis Exchange i już miałem pretekst do postoju.
Wymieniliśmy bez problemu złotówki znów po niekorzystnym dla nas kursie i zrobiliśmy parę fotek przy budynku wspomnianym, ale musieliśmy się spieszyć bo staliśmy w miejscu gdzie stały parkomaty a nie kupiliśmy biletu.
Do starej Rygi dojechaliśmy pytając się ludzi i staneliśmy, szukałem parkomatu, ale nigdzie nie było, znaku zakazu też nie było a i inne auta stały, było to przed czymś co przypominało hotel.
Pytałem ludzi czy można tu stać na co odpierali "no problem".
Najpierw skierowaliśmy się do Maca na którego była ogromna reklama wskazująca kierunek, mimo że był ładny kawałem postanowiliśmy iść piechotą.
Idąc tak zobaczyliśmy kawałek miasta z pięknym pałacem kultury w oddali który mieliśmy w późniejszych planach.
Jednak największe wrażenie na nas zrobiły graffiti wykonane w podziemiach pod ulicami.
Zaczeliśmy iść starą piękną Rygą małymi uliczkami prowadzącymi do głównego placu na którym pewien skrzypek grał polskie pieśni.
Dom Bractwa Czarnogłowych może nie jest jakiś imponujący ale warty zwiedzenia, płacąc 2 Łaty za wejście zostaliśmy skierowani do podziemi gdzie gołym okiem można było podziwiać historię tego bractwa.
To miejsce ja miałem w planach ale dałem ciała, brak wiadomości na ten temat skończył się podziwianiem miejsca bez żadnej wiedzy o nim.
Po pięknej piwniczce skierowaliśmy się na piętro gdzie piękna duża sala ozdobiona pięknymi obrazami, z cudownymi żyrandolami i balkonikami dookoła przywitała nas z otwartymi rękoma.
Najdziwniejsze że na Joli może właśnie przez brak informacji, największe wrażenie zrobiło coś na 2 piętrze.
Otóż na 2 piętrze była wystawa lalek i kukiełek, nie powiem robota mistrzowska ale ta aż piszczała.
Nie mogłem sobie odmówić robienia jej zdjęć w takim stanie więc musiałem znów zapłacić 1 Łata za możliwość fotografowania.
Wróciliśmy do auta i doznaliśmy szoku, mieliśmy założoną blokadę na koło.
Jola zaraz złapała kartkę informacyjną i podążyła do kantoru naprzeciw by ktoś jej pomógł w tej sprawie.
Gdy wracałem dostrzegłem gościa co robi zdjęcia auta, podeszłem i zapytałem czy on jest od tego, co on potwierdził.
No i zaczeła się polka, tłumaczę typowi że chciałem zapłacić, że szukałem parkomatu ale nigdzie nie ma itp itd, na co on powiedział że stara Ryga jest tylko na smsa.
Osłupiałem, jak na smsa? Ano tak że chcąc postawić auto na starej Rydze, muszę wysłać smsa z lokalnego operatora do ich biura co oni wprowadzają w komputer.
A skąd ja miałem to wiedzieć? Ja chciałem zapłacić!
Stara Ryga jest dla swojaków jak mi dał do zrozumienia, gdyby każdy turysta sobie stanął jak ja to nikt inny nie miałby dostępu.
Dobra ile ten mandat pyta Jola na co pan z uśmiechem pisze na kartce 39 Łatów a ja aż parsknąłem śmiechem z nerw.
Jola wyciągneła 10 Łatów tłumacząc że jesteśmy tylko przejazdem i nic więcej, że jedziemy do Wilna właśnie i nie ma więcej, facet pyta "No Ticket" ja Joli tłumacze, ona powtarza "no ticket", typ bierze kase i luz.
Na szczęście pod pałacem kultury który u nich jest jakimś uniwesytetem czy biblioteką, stanąłem pod parkomatem i od razu wykupiłem bilet za 1 Łata na godzinę.
Jola już dojeżdżając do parkingu strasznie się podnieciła pomnikiem z wizerunkiem naszej starej telewizji która zawsze w nocy gdy program się skończył razem z dźwiękiem piszczącym zapuszczała obraz który właśnie był na owym pomniku.
Zdjęcia przy pomniku i wokół pałacu kultury jak ja nazywam tę budowlę i już kierujemy się w stronę Litwy - Wilna.
Zobaczyłem przy wyjeździe z miasta ogromne napisy RIGA po drugiej stronie gdzie zaraz zatrzymałem auto by cyknąć parę fotek.
Nasza wycieczka została wzbogacona po wyjeździe z Rosji o kłótnie, które oczywiście wynikały z odmiennych zdań na jakiś totalnie bezsensowny temat.
Poprzedniego dnia była jedna i tym razem następna, ale ta była fajniejsza bo ja z nerw zatrzymałem by zapalić sobie fajorka a Jola zaczeła iść wzdłuż drogi dając mi do zrozumienia że czeka na okazję.
Krzyczałem za nią że ma szczęście że nie jesteśmy w Rosji bo zanim trafiła by okazję to wiza by jej się skończyła którą mieliśmy do 12 i że prędzej na pieszo do Wilna dotrze niż ktoś ją zabierze, ale ona nic.
Podjechałem więc do niej autem i powiedziałem ironicznie że jak jest niedroga to mogę ją zabrać bo właśnie żona mnie rzuciał co wprawiło ją w śmiech i już razem przekroczyliśmy granicę i dotarliśmy do Wilna.
Wilno przywitało nas też nie gorzej niż Ryga żegnała, ogromne VILNIUS rozciągało się obok drogi.
Miasto mnie zdziwiło i zaszokowało, gdy wychyliłem się zza drzew by zobaczyć jego centrum z pewnej odległości, piękne budowle, wysokie niczym manhatan z wieżą telewizyjną która jest wyższa niż wieża Eifla na czele.
Do centrum zwiedzania Wilna trafiliśmy bez problemu prawie po prostej, całkowicie przypadkiem zatrzymaliśmy się chyba w najidealniejszym miejscu za budynkiem który za sobą miał Wileńską Piotrkowską.
Rozmawialiśmy z pewną panią która całkiem nieźle mówiła łamanym polskim i dowiedzieliśmy się gdzie co jest co może nas zainteresować.
Na 1 strzał poszła katedra na wprost ów Wileńskiej Piotrkowskiej i plac kościelny wokół niej, potem obeszliśmy basztę która była podobno jedną z pierwszych budowli Wilna i z której rozciąga się widok na całe stare i nie tylko miasto.
Chcieliśmy na nią wjechać kolejką ale już było zamknięte, i mimo iż zwykła piesza droga tam prowadziła to w wyniku pewnych okoliczności mineliśmy ją.
Półmrok już wisiał nad Wilnem więc postanowiliśmy wrócić na główną ulicę nad którą piękne neony były połączone z lampami po obu stronach jezdni i na siłę mimo już padania na cycki ze zmęczenia, chciałem wyczekać do 21 by się zapaliły a była dopiero 20.
O dziwo o 21 neony się nie zapaliły więc Jola widząc już że prawie słaniam się na nogach poprosiła bym wydobył jeszcze siłę i znalazł miejsce do spania.
Wyjeżdżając już o mroku z małej uliczki do głównej na której zakazy i nakazy pokierowały mnie dookoła placu kościelnego, Jola zobaczyła i usłyszała gwar Wilna z małych uliczek tętniących życiem.
Spojrzała na mnie jak kotek który o coś prosi lub pies jak coś przeskrobie i delikatnym głosikiem poprosiła "Tylko na 10 minutek" - czy mogłem odmówić widząc te piękne oczy.
Zatrzymaliśmy auto, poleciałem do parkomatu gdzie jak się okazało płaci się do 20 więc teraz nie muszę już.
Wyczłapałem się z auta czując te "10 minutek" Joli ale cóż.
Nie powiem uliczka na której się znaleźliśmy wyłożyła prawie Joli łzy na policzki która powiedziała "O takie Wilno mi chodziło".
Uliczka naprawdę była mała a gwarna, wszędzie knajpki i z racji tego że już kompletnie ciemno było, oświetalne dookoła kamieniczki razem z oświetlonymi barami, pubami i wszystkim innym dawało naprawdę niepowtarzalny klimat.
Jola ciągle powtarzała że właśnie takie Wilno widziała na zdjęciach, że tam na głównej ulicy nie chciała nic mówić ale coś jej nie grało.
Wyciągnąłem więc aparat i zacząłem pstrykać zdjęcia by po chwili stwierdzić że nie tylko ja a i Jola ma niezła konkurencję.
Niewiem dokładnie o co chodziło ale z Jolą doszliśmy do wniosku że sklep pewien tam zamówił sobie jakieś znane okoliczne modelki i z 20 a może 30 paparazzi non stop na uliczkach robiły im zdjęcia.
Wyglądało to mniej więcej tak że paparazzi znalazło sobie odpowiednie miejsce i modelka podchodziła i przyjmowała różne pozy mając np. konefkę w ręcy a te głupki pstrykały zdjecia jak z karabinu maszynowego.
Gdy skończyli z tą to ta odchodziła a wchodziła inna z wiaderkiem i powtóreczka.
Za nimi było widać z 15 modelek czekających na swoją kolej.
Popatrzyłem na to i stwierdziłem że mam piękniejszą modelkę niż one wszystkie razem wzięte i pstryknąłem Joli z parę zdjęć na co ona przyjmując różne fajne pozy, powiedziała mi że ma najlepszego fotografa na planecie.
Jola zaczarowana nie mogła uwierzyć w to co widzi, czuła się jak Alicja w krainie czarów, myślę że była bardziej zauroczona tym Wilnem niż Petersburgiem.
Każde z tych miast jest tak różne, tu małe skromne, a tam wszystkie takie maksymalne, ogromne - ale każde z nich cudowne i wspaniałe.
Doszliśmy do pięknie oświetlonego głównego placu przed Ratuszem gdzie na środku stała piramida jakby z chust na głowę ułożona, potem dalej aż doszliśmy do domu w którym Adam Mickiewicz z innymi byli więzieni.
Potem cudowna brama ostrobramska, wracając znów przy kasynie podjechała limuzyna z której wysiadła para a paparazzi znów w nich zaczeli strzelać fleshami.
Całkowicie przypadkowo Jola dostrzegła bramę na której widniał napis że z tego miejsca zesłano  A.Mickiewicza i na zawsze wyjechał już nie wracając nigdy do Wilna.
Do samochodu ledwo się doczłapałem około 23:30, miałem dość.
Na szczęście znaleźliśmy miejsce za około 400/500 metrów na jakimś olbrzymim parkingu który był już prawie pusty i Jola będąc najszczęśliwszą osobą na świecie przytuliła się do mnie i usnąłem.
Zerwała mnie muzyka około 1 w nocy gdzie akurat jak na złość przyjechali jacyś małolaci z dziewczynami i pijąc wódkę imprezowali, ale po pół godzinie poszli pieszo na starówkę.

Dzień 8 Piątek - a w zasadzie 7 bo zeszły Piątek ograniczył się tylko do rozpoczęcia tej podróży.
Z rana ustaliłem gdzie jesteśmy a co będziemy zwiedzać.
Dostrzegłem że stoimi na parkingu na którym obecnie znajdowało się 100 może 200 aut i że jest to parking przy drodze na starówkę tylko od innej strony.
Patrząc na mape stwierdziłem że musimy się jakieś 300 metrów cofnąć do polskiego kościoła św.Anny przy którym stał pomnik A.Mickiewicza.Zatrzymaliśmy się w małej uliczce naprzeciw kościoła gdzie jedna strona była pod parkomatr a druga darmowa co wprowadziło we mnie pewien niepokój czy nie zastaniemy znów blokady. Ale pal to licho i już byliśmy w kościele podziwiając jego zniszczenie, to było coś pięknego, taki zabytek a nie odrestaurowany, tak jakby człowiek odkrył jakąś świątynie w której nikt od wieków nie był. Pomnik A.Mickiewicza i już na moich nóg nieszczęście, szliśmy znów na starówkę na którą Jola chciała jeszcze zajrzeć. Wszystko w dzień jest piękne ale w nocy jest cudnie piękne.Mimo to idąc w jej kierunku znaleźliśmy muzeum A.Mickiewicza gdzie mieszkał a gdzie było pełno ludzi z radia którzy z pokoju na dole nadawali sygnał (bynajmniej po wystroju pokoju sali takie odniosłem wrażenie)
Potem jeszcze skierowałem na na inną uliczkę do ściany gdzie jest tablica (dla mnie to była tabliczusieńka) poświęcona A.Mickiewiczowi z jego chyba nasłynniejszymi słowami "Litwo ojczyzno moja.............." Znów jesteśmy na starówce, tym razem zamiast gwaru ulicznych imprez z barów i pubów, gwar straganiarzy i sklepy otwarte o co właśnie Joli chodziło - cóż trzeba się było dostosować.
A więc poszliśmy zobaczyć Wileńskie getto, pomnik poświęcony małemu gettu, pomnik gaona, łuk nad pewną uliczką który niewiem czemu ale Jola mówi że pełno ludzi ma przy nim zdjęcia a ja zastałem pod tym łuczkiem pełno stolików z knajpy pod nim a na nim reklamę tej knajpy, kolejną cerkiew w której też odbywała się msza, zobaczyliśmy ambasadę polską w Wilnie i Antykwariat gdzie moim zdaniem było prawie wszystko nowe na wzór starego stylu bo trochę dziwne by coś miało około 100 lat a lśniło jakby dopiero co lakier na meblach obrazach i wszystkim innym położone.
Chcieliśmy w międzyczasie zjeść jakieś śniadanie jedni nie mieli śniadań a inni jeszcze nie byli otwarci, więc pozostał nam zawsze wierny MacDonald.
Tylko że do Maca mieliśmy naprawdę niezły kawałek drogi a ja w przeciwieństwie do Joli która jak gówniara latała od witryny do witryny, byłem już wyczerpany.
Jola widząc to wiedziała że mam jeszcze basztę w planie i chciała z niej zrezygnować tłumacząc że już tyle widziała że ta baszta niczego nie zmieni, ale ja wiedziałem że mógłbym później żałować bo mi się nie chciało i po sprężeniu się powiedziałem stanowczo że baszta zaliczona musi być i kropka.
Znów się ugotowałem chcąc sobie poprawić i wjechać na nią kolejką a skończyło się na ponownym obejściu baszty w 90 procentach by znaleźć drogę która wychodziła na plac kościelny na wprost głównej ulicy z której wyszliśmy parę dobrych minut wcześniej.
No i pod górkę hop zaczeliśmy wchodzić, ja dla niepozoru że jestem zmęczony, wyprzedziłem Jole co trochę pstrykając zdjęcia i by nie widziała że już mam dość bo by miała wyrzuty sumienia potem.
Widok z baszty na miasto jest nie do opisania, całe miasto można zobaczyć w pełnej krasie, cudowna starówka mieni się kolorami słońca, to znowu nowe wilno pnie się do góry chcąc uchwicić niebo, no coś pięknego. Po zejściu skierowaliśmy się do auta i pozostał nam już tylko cmentarz z grobem Matki Piłsudskiego i jego sercem zatytuowanym "Matka i serce syna". Gdy tylko podjechaliśmy pod cmentarz od razy podskoczył do nas taki niepozorny chłopak który na swoje nieszczęście wyglądem bardziej odstraszał niż zachęcał, oferując swoje usługi po polsku w oprowadzaniu po cmentarzu i jego okolicach.
Oczywiście odmówiliśmy bo sami wiedzieliśmy co chcemy zobaczyć, na co on poprosił o jałmużne bo marzeniem jego jest zobaczyć Polskę i że już mu niewiele brakuję na wycieczkę do Gdańska. W innych okolicznościach może i byśmy mu dali, chociaż za to że po tak długim czasie człowiek usłyszał swój język znowu, ale spotykając się z żebrakami w Rydze i Wilnie którzy oczywiście kulturalnie ale za to wjeżdżając trochę bezczelnie na sumienie starają się w ludziach litość wzbudzić, nie daliśmy nic. Poprosiłem Jolę by kupiła 2 znicze, byśmy zapalili nad grobem między innymi za gapiostwo nasze, które polegało na nie odwiedzeniu naszych kochanych na cmentarzach przed wyjazdem prosząc o czuwanie nad nami podczas wycieczki, jakie mieliśmy w zwyczaju.
Pani z boku widząc Joli świecące się oczy już chyba na tysięczną wystawę bursztynów na straganie zagadała po polsku, na co ja zdziwiony zapytałem "To tak widać że my Polacy", bo dochodząc nic nie mówiliśmy więc nie mogła nas słyszeć. Jej odpowiedź była dla mnie trochę smutna ale i dumna "No a kto by przyjechał do Piłsudskiego jak nie Polacy?".
Inna starsza pani zagadała do mnie czy nie wymieniłbym jej 20 zł na papierkowe bo ma sam bilon i jej nie wymienią a nam i tak nie robi to różnicy, na co od razu się zgodziłem. Pani w podzięce zapytała czy nie potrzebujemy pokoju bo może nas bardzo chętnie i tanio ugościć ale powiedziałem że my domem przyjechaliśmy, pokazując na auto. Grób Matki z Sercem Syna jest przepiękny, wieńce z przodu z wstążkami w polskich barwach dawało mi powód do dumy, stałem prawie na baczność przed nim. Potem zwiedziliśmy jeszcze tak naprędce trochę cmentarza na którym prawie sami Polacy leża od dawien dawna i ruszyliśmy w stronę Troków - pierwszej stolicy Litwy. Po dotarciu przywitał nas piękny widok z nad przystani na piękną starą twierdzę która była umieszczona na małej wysepce. Bilet do niej był najtańszy ze wszystkich wejść z jakimi się spotkaliśmy i wynosił zaledwie około 12 złotych.
Zwiedziliśmy tę piękną fortecę która nas miło zaskoczyła i postanowiliśmy że ile ujedziemy tyle ujedziemy i się prześpimy.
Granicę z Polską minąłem około 18 już naszego czasu, byłem już niemało wyczerpany ale dyskusja z Jolą zaraz mnie wybudziła.
Chcąc zjeść obiadokolację całkowicie przypadkowo zatrzymaliśmy się znów na stacji Statoil gdzie spaliśmy tydzień wcześniej w miejscowości Bargłów Kościelny. Jola zaraz się przypomniała a i tak jak twierdzili od razu ją tam poznali i jak wtedy mieli pyszniutkie śniadanka tak teraz nas rozpieścili jeszcze bardziej. Ja zamówiłem kotlet szwajcarski z ziemniaczkami a Jola naleśniczki z serem i polewą. Wkońcu obiad, normalny obiad, żadnego problemu z zamówieniem i tłumaczeniem co chcemy zjeść. Dość dramatyczna miała sytuacja gdy w oczekiwaniu na obiad stałem na chodniku przy trasie przed stacją i rozmawiałem przez telefon. Nagle usłyszałem przeogromny huk i po odwróceniu zobaczyłem tira któremu całe koło się urwało i leciało z ogromną prędkością po chodniku, a kabina od tira przechylona do przodu sprawiała wrażenie jakby zaraz miała runąć prosto na pysk.
Kierowca wykazał ogromne doświadczenia wykazując się utrzymaniem samochodu na swoim pasie co można dostrzec było że z początku zbiło go dosyć na przeciwny pas ruchu. Zatrzymał się dalej i wysiadł już dzwoniąc a ludzie powyłazili z domów.
Szczęście w nieszczęściu że ulice i chodniki były puste bo gdyby jechało coś z przeciwka to byłoby czołowe co przy zaludnionych chodnikach i pobliskim przystanku mogłoby być katastrofalne. A nawet gdyby ulica była pusta a chodniki zaludnione z przystankiem to też mogło by być tragiczne bo takie koło pędzące z prędkością 60 czy 80km/h na pewno by mogło zabić niejedną osobę.
Po zjedzeniu gdy mijaliśmy prawie złamaną kabinę Jola poprosiła mnie bym się zatrzymał bo może by potrzebował jakieś pomocy, gdzieś podwieźć czy coś, ale nic nie potrzebował.
Gdy się ściemniło mieliśmy zatrzymać się koło Ostrołęki bo Jola była już wyczerpana, ale ja chciałem i czułem że dam radę do domu.
Chęć wkońcu wyspania się w łóżku i wykąpania normalnego była ogromna.
Wiele się wykłóciliśmy się o to bo Jola uważała że spieszy mi się do komputera ale uważałem że spanie około 200 km od domu jest bezsensowna gdy można normalnie się przespać w domu. Ciekawą rzeczą jaką muszę napisać że kontrolka paliwa zapaliła mi się po przejechaniu 1300 km za Nowym Dworem Mazowieckim. Wbrew Joli która do ostatniego metra półprzytomna dotrzymywała jak zawsze mi towarzystwa i zagadywała bym ja przypadkiem nie usnął. Dotarliśmy do domu, ponad 3100 km, ponad 1000 zdjęć zrobionych i koniec, po raz pierwszy od 12 lat w domu jak zawsze po każdej wycieczce nie otrzymałem czułego przytulenia i podziękowania za przebytą drogę bezpiecznie i powrót w całości do domu.
Mission Russia Complete.

Ciekawostki
Wydatki Jola: 400 euro na wydatki, tylko 400 zł na paliwo, 700 zł wizy+ubezpieczenia.
Ja wydałem swoich 150 euro i przywiozłem 200zł długu.
Reasumując wychodzi, że wydaliśmy 3500 zł ogólnie, gdzie nakupowaliśmy wiele pamiątek i bzdur, które nie do końca były potrzebne, ale z racji miejsca nas urzekły.
Każde z nas płaciło samo za siebie za jedzenie i wejścia.
O tranzytach napisałem i kierowcach w Rosji.
Wyprowadzenie z miasta na odpowiednią trasę z Sankt Petersburga to ogromny minus, szukaliśmy wiele razy różnych rozjadów czy kierunkowskazów, które znaleźliśmy takie znikome na krańcach miasta.
Ale w centrum to wogóle.
O drogach też tylko powiem, że podczas powrotu nastała trochę dziwna sytuacja, gdy jechaliśmy do Rygi.
Po wjechaniu już do Łotwy ile dzieli nas od Rygi zobaczyłem 103km.
Potem już tylko miałem strzałki na Rygę z numerem trasy, co wprowadziło pewną niepewność za ile może być ta Ryga, gdy już za sobą mieliśmy niemało kilometrów.
Wyjazd z Rygi na trasę to ogromny +, wystarczy znać numer trasy, a co trochę napotyka się numery tras i strzałki, gdzie na jaką wyjechać.
Wyjazd z Wilna z centrum to samo co z Sankt Petersburga, błądziliśmy jakiś czas by znaleźć się na jakieś większej trasie na obrzeżach miasta, by trafić na kierunkowskazy.

Ogólnie
Gdy rok temu jechaliśmy na Ukrainę, to każdy pukał się w czoło wskazując nam, że coś z nami nie tak.
W tym roku większość ludzi jakich znamy miała podobne zdanie i uważała nas za wariatów.
Każdy myśli że Rosja to kraj dzikusów i ludzie z bronią chodzącymi wszędzie.
Że zaraz po przejechaniu paru kilometrów obstawią nas zastawy z ludźmi ala Mad Maxa zmuszając nas do zatrzymania auta i okradną nas doszczętnie a potem zabiją.
Wielu było ciekaw jak to wszystko się skończy i jaką przyniesiemy opinię.
Ja powiem, że to wszystko to bzdura, wcale nie jest inaczej jak w Polsce, wszędzie występuje bandytyzm i debilizm, trzeba mieć pecha.
Można przejechać cały świat, by pod domem po pysku dostać i zostać okradzionym.
Czy u nas nie ma złodzieji, bandytów, mafii?
Ale u nas jeździmy i tam też można.
We włoszech ile się słyszy o mafiach a jednak pełno turystów jeździ autami.
Każdy po prostu jak ja jakoś tak dziwnie w ten wschód patrzy, sam nie powiem że jeszcze rok temu to wyjazd na Ukrainę rano i wieczorem powrót wydawał mi się jechaniem w paszcze lwa.
Ryzykowanie życiem na własne życzenie, nie powiem bo porównując Litwe, Łotwe, Estonie i Ukrainę to jednak ta wycieczka sprzed roku trochę budzi strach a ta obecna niczym nie różniła się dla mnie od wycieczki do Holandii, Francjii, Włoch, Austrii czy Niemiec.
Jedynie po braku ruchu czasem na drodze i niekiedy dosyć totalnie jakby wymarłym terenie może dotrzeć do nas że jesteśmy jednak na wschodzie.
Lekkie utrudnienia na granicy z tymi bramkami i karteczkami do wypełniania nie powinny stanowić problemy gdybyśmy się przygotowali, bo na pewno gdzieś wzory z wyjaśnieniami po necie krążą.
Drogi jak w Polsce, zmienne z dobrej na słabą, miasto docelowe na pewno niczym nie różni się od innych europejskich metropolii.
Tylko kierowcy w mieście co chyba dość logiczne ze względu na napływ turystów muszą walczyć o swoje miejsce w mieście by na czas dotrzeć do pracy.
Czy był ktoś w Rzymie autem? Tam wszędobylskie trąbienie i skutery wpadające wręcz na maskę też mogą odstraszać, ale jeżeli ktoś chce to wystarczy uważać i z głowy.
Powiem tak, Rosja tak nas odstraszyłan, że planujemy już wycieczkę przez Ukrainę i Kijów do Rosji i Moskwy wracając przez Litwę.

KONIEC.

powrót
Wadi Travel: Robimy najlepsze wycieczki do Rosji. Wczasy czy urlop tylko z nami i tylko w Rosji. Kup bilety do Rosji. Wykonaj wizy do Rosji u nas. Nasze wycieczki do Rosji są tanie i fajne oraz bardzo ciekawe. Z naszym biurem podróży WADi poznasz jezioro Bajkał a także, dowiesz się jak wygląda pociąg Transsyberyjski i kolej Transsyberyjska. Zabierzemy Cię na wycieczkę do Uzbeksitanu. Pokażemy wycieczkę do Kazachstanu. Jeśli chcesz jedź też znami do petersburga oraz do Moskwy na Białe Noce. Możesz też tanio zwiedzić Lwów czy Mołdawię. Robimy naprawdę fajne wycieczki do Rosji, wycieczki do Kazachstanu, wycieczki do Mongolii. Zrobimy wizy do Rosji, zaplanujemy wyjazd małej grupy przyjaciół. To wszytko można dokonać wygodnie i miło w naszym WADi Travel. Obsługujemy takie miasta jak: Katowice, Kraków, Bielsko-Biała, Warszawa. Znajdziesz nas też u 70 naszych Agnetów w całej Polsce. WADi Travel Zaprasza.
    Start    
    Regulamin    
    Konto bankowe    
    Agenci WADI    
    Biuro    
    Dojazd    
    Dla Agenta    
    Dla Klienta    
    Dla Praktykanta    
    Dla Szkół    
    Dla Turoperatora    
    Franczyza WADi    
    Nie Bankrutuję    
    Oferta WADi    
    Ogłoszenia    
    Opinie o WADi    
    Partnerzy    
    Praca Bielsko-Biała    
    BOXWADi.com    
    ingi.wadi.pl    
    Grupa.wadi.pl    
    Delegacja.wadi.pl    
    Ubezpieczenia.wadi.pl     
    HoteloPak.com    
    SzkolaPilotow.wadi.pl    
    Transsyberyjska.eu    
    WizoPak.wadi.pl    
    iBanditi.wadi.pl    
    Polityka Prywatności    
    Mapa www    
Korzystanie z serwisu wadi.pl oraz wadi.com.pl jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu WADI
Opublikowane na stronach wadi.pl oraz wadi.com.pl informacje nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego

Wczasy Armenia Wczasy Azerbejdżan Wycieczka Bajkał Wycieczka Baku Wczasy Białoruś Wycieczka Chabarowsk Wczasy Chiny Wczasy Estonia Wycieczka Grodno Wczasy Gruzja Wycieczka Habarowsk Wycieczka Indie Wycieczka Irkuck Wycieczka Jakuck Wczasy Jałta Wycieczka Kazachstan Wczasy Kijów Wycieczka Kirgizja Wczasy Krym Wczasy Litwa Wycieczka Lwów Wczasy Łotwa Wycieczka Magadan Wycieczka Mińsk Wycieczka Mołdawia Wycieczka Mongolia Wycieczka Moskwa Wczasy Nepal Wycieczka Nowosybirsk Wczasy Odessa Wycieczka Ojmiakon Wycieczka Petersburg Wczasy Polska Wczasy Rosja Wycieczka Samara Wycieczka Smoleńsk Wczasy Soczi Wycieczka Stalingrad Wycieczka Syberia Wycieczka Tadżykistan Wczasy Turcja Wycieczka Turkmenistan Wczasy Ukraina Wczasy Uzbekistan Wycieczka Wierchojańsk Wycieczka Wilno Wycieczka Władywostok Wycieczka Wołgograd

KSI - Portale turystyczne

 

 

 

 
statystyka Copyright by WADi 2010. All rights reserved.