RSS


Biuro:.   33-49-80-801
FAX:.     33-822-33-36

Komórka: 600-114-350
biuro@wadi.pl  info@wadi.pl

EUROPAGadu-GaduGG: Europa SkypeSkype: Europa 
WIZY BILETY
Gadu-GaduGG: KrymSkypeSkype: Bilety
AZJA i BILETY
Gadu-GaduGG: AzjaSkypeSkype: Azja  
9:00-18:00 Poniedziałek - Piątek lub OnLine

WADIWADIWADI
Jesteś dla nas: 931.585 potencjalnym klientem
Obecnie klienci Biura Podróży WADi 11.017 osób
Kraj / Region
Transport
Wyjazd od
 
Wybierz datę
Powrót przed
 
Wybierz datę
Wylot / wyjazd z
Cena od
 
Cena do
-
Zakwaterowanie
Wyżywienie
Szukane słowo np. wspinaczka
Aby otrzymywać informacje o promocjach wpisz e-mail
"Mega Wyprawa: Kirgizja + Uzbekistan czyli... Lwów-> Moskwa-> Biszkek-> Taszkient"

ZAPRASZAMY do przysyłania swoich opisów i notatek z podróży...
arturo@wadi.pl

"Mega Wyprawa 10.10.2008r"
Czyli... Lwów-> Moskwa-> Biszkek-> Taszkient
"Podróże Kształcą"
Inga + Mirka + Arturo (relacja widziana oczami: 3 osób ;-)

Dzień 1. "Wyjazd"
Lubliniec-> Opole-> Przemyśl
„Inga”
Wyjazd był ciężki z tego względu, że odbył sie w późnych godzinach wieczornych. Wszyscy byli zmęczeni, ale jak siedzieliśmy w pociągu do Przemyśla nawet co nieco udało się przespać. Mirka oczywiście w połowie drogi padła (zasnęła).
Zabawne sytuacje:
Po 2 godzinach oczekiwania dziecko nam padło. Po przebudzeniu biedne dziecko, zaspane zdezorientowane, przytuliło nieznaną siedzącą obok Panią.
„Mirka”
Gdy dojechaliśmy do Opola, zauważyłam na sobie śpiwór założyli mi go rodzice, a było to już w Przemyślu i tata wyjął spod mojej głowy buty w śpiworze.
„Arturo”
Dziewczyny były ok. Dało się wytrzymać, czuwałem w nocy więc byłem zaspany.

Dzień 2. „Lwów”
„Mirka”
Była bardzo piękna rzecz we Lwowie, odbyła się parada. Strzelali fajerwerkami były krzyki i oklaski. Mamy flagi jako pamiątkę. Zaczęliśmy prowadzić dziennik wyprawy.
„Inga”
Mimo zmęczenia i ogólnego rozbicia, pogoda nam dopisywała, zjedliśmy super obiad. Yyyy…
Trafiliśmy na rewelacyjną paradę.
„Arturo”
Spotkaliśmy we Lwowie naszą znajomą O. Byliśmy na obiedzie w „Puzatej Hacie” obejrzeliśmy miasto i paradę. Mirka trochę jęczała, Inga przestawała marudzić. Zrobiłem 137 fotek.

Dzień 3. „Lwów Wyjazd”
„Arturo”
Pobudka rano, wstawanie i na pociąg. W pociągu zagospodarować się i … oby do rana, do Moskwy. Granica i już jesteśmy w Rosji…
„Mirka”
Bardzo bałam się  w pociągu spać na górze i nie zjadłam czekoladowego budyniu. Mama go wyrzuciła. Jedliśmy bardzo smaczny posiłek.
„Inga”
W pociągu po sprawdzeniu czystości pościeli, postanowiłam że wszyscy i tak będą spali w śpiworach. Tragicznie nie było, aczkolwiek śmierdziało. Przeżyłam to! Jestem przerażona jak przeżyje wśród śmierdziuchów 4 dni w pociągu?

Dzień 4. „Moskwa”
„Arturo”
Rano wreszcie w Moskwie, w pociągu było dość gorąco. Plecaki są zawsze za ciężkie!
Jesteśmy w Hostelu, potem na leningradzki do naszej znajomej A. Cwietny Bulwar jak zawsze jest fajny! ? Byliśmy w „Uzbeckiej knajpie” nie ma to jak dobre jedzenie, (3.000 RUB). Na komsomolskiej kupiliśmy DVD 4.550 RUB.
„Mirka”
Skończyły nam się konserwy, jeździliśmy dużo metrami i dużo ruchomymi schodami. I były tłumy ludzi, mama paliła w restauracji.
„Inga”
Nareszcie MOSKWA. Hostel nawet w porządku. Wykąpałam się. Moskwa bardzo mi się podoba aczkolwiek tłumy trochę męczą. Byliśmy w super restauracji… Kupiliśmy DVD więc mam nadzieję, że dziecko czymś się zajmie w pociągu i nie będzie marudzić, czy będzie wtyczka? (220V).

Dzień 5. „Moskwa – Wyjazd”
"Arturo"
Spotkaliśmy się z naszą znajomą T. Pospaliśmy też do 11-stej.
Rozmowy z T. bardzo owocne. Byliśmy też w knajpce na ZD Białoruskim. mniammm.
Wieczorem rozmowy z J. tez OK.
I 20-sta na ZD kazańskim. Praktycznie już poznałem wszystkie dworce kolejowe w Moskwie :-)))
23:35 Pociąg. Pełen "Ciurków" (azjatyckich mieszkańców Moskwy, Kirgizji, Tadżykistanu...). Przed pociągiem zjadłem 2-3? szarmy mniammm.
"Mirka"
Byliśmy w ekstra restauracji i byliśmy długo u takiej Pani w biurze. Pogubiliśmy się na peronie, mama kupiła jedzenie. Parówki i takie tam... Kupiła też szarmy. I wreszcie był ten pociąg.
"Inga"
Hostel. Spało się nam całkiem dobrze, naszczęście udało nam się zatrzymać do wieczora. Po kilku nieudanych próbach udało się, skontaktować z T.
Babka okazała się solidna - rokuje dobre nadzieje.
Zjedliśmy całkiem dobry obiadek, spakowaliśmy się i na pociąg. Na stacji "jako Królewna" ;-) przeżyłam SZOK! kiedy zobaczyłam "TŁUMY CIURKÓW", ale to było głupie z mojej strony. Pociag jest OK. Ludzie bardzo sympatyczni i czyści.
Jest bardzo późno, więc idziemy spać! (1:20 Czasu Moskwiewskiego).

Dzień 6 „W pociągu - Rosja Dzień-1”
"Arturo"
Jedziemy już cały dzień, 625 km... Samara, Orenburg... za oknem tajga, lasy, wioski. Jechaliśmy wzdłuż Wołgi, ogromna rzeka jak wszystko w Rosji. 
W pociągu nie jest tak źle. Wagon ma lufciki, jest w miarę nowy, prowadnica (konduktorka) taka sobie.
Poznaliśmy rodzinę Kirgizką (właściwie to już Rosjanie) mieszkają 3 lata w Moskwie. Jadą tak jak my do Biszkeku, 2 dzieci (Alsan i Agiri) + córka 20-stka + rodzice. Kirgizi w pociągu czyści i mili. Mi pasuje jest dobrze! Poznałem też Asłana stojąc przed kibelkiem ;-). Na razie złego słowa o Kirgizach nie można powiedzieć. Jest OK. 
W pociągu były też 2 kontrole Milicji Transportowej Rosyjskiej. My OK, ale inni łapówy, problemy... ehhh. W Samarze Inga kupiła kilka rzeczy na przetrwanie.
W nocy porządnie się umyłem. 
"Mirka"
Była granica, była bardzo fajna dziewczynka (Agiri) i grałam z chłopczykiem, ogłądałam DVD.
"Inga"
Jedziemy... Co można robić w pociągu? Jeść, spać, na szczęście mój mąż zajmuje się dzieckiem!, więc mam czas na czytanie książek.
Jest nieźle.

Dzień 7 „W pociągu - Kazachstan Dzień-2”
"Arturo"
Granica Rosja - Kazachstan (Uljeck-1).
Kontrola ciągnie się strasznie. Sama strona rosyjska to 3 godziny już. Kazachstan 4 godziny. Dzisiaj chcę się spotkać z Samirą w Aktobe, myślę że będzie?
Inga znowu się "buldoczy", psuje całą przyjemność mojej podróży. Mogła zostać w domu! Hrabina...
Kontrole straszny stres wprowadzają w wagonie. Ludzie się BOJĄ! Łapówki, itd...
Ilieck to miasto graniczne Rosja - Kazachstan.  Na dworcu stoi pomnik Lenina. Kontrola kazachska też ok i jesteśmy w Kazachu :-).
W Aktobe spotkałem się z Samirą nawet OK, jest dziewczyną w ciąży. Mąż "czarny"...
KAZACHSTAN, KAZACH....
Taki mniej więcej jak sobie wyobrażałem... Step, step zółto - złoty po horyzont.
Pierwsze zwierze w Kazachu... - Wielbłąd (Dromader - 1 garb). Po kirgisku: Too.
"Inga"
Znowu jedziemy... W nocy była granica: Rosja - Kazachstan, problemów nie było. Chciałabym już dojechać na miejsce. W pociągu nie jest źle, ale człowiek się TAK NUDZI. :-( Jeszcze 2 noce, 1 dzień. Dowiedziałam się trochę o Biszkeku, zobaczymy co okaże się na miejscu.
"Mirka"
Zaspałam była granica, słuchałam piosenek.

Dzień 8 „W pociągu - Kazachstan Dzień-3”
"Arturo"
Minęliśmy już Kizył Ordę, Kazachsytan ciągnie się przez stepy. Tak jak mniej więcej sobie wyobrażałem - piasek, rude krzewy, co jakiś czas kilka domów - wioska, stacja - i znowu step. Bez granicy ot kończy się dom i za nim step. Tu tez idzie jesień, krzewy rudo - żółte.
Po pociągu chodzą handlarze. Zegarki, telefony, maszynki do strzyżenia, breloczki, kolczyki, wisiorki (nawet z Bursztyna), Coca-cola, Marsy, placki, piwo, Tylko CZEMU NIKT NIE MA SZACHÓW ?
Im dalej jedziemy tym mniej krzaków, a  piasku więcej i więcej. Pierwszym "zesłańcom - Polakom" musiało być tu naprawdę ciężko. Wzdłuż naszych torów jest droga, co jakiś czas mija nas samochód, autobus. Przejechaliśmy już prawie cały Kazachstan. Widzieliśmy wielbłąda (Dromadery z 1 garbem), góry, step.  Tu na południowej części ciepło jak u nas w lecie? Kupilismy trochę jedzenia.
Agiri robiła zdjęcia, Alsan + Agiri uczyli się polskiego, a ja kirgiskiego. ;-)
Mirka była nieznośna.
W nocy czeka nas kontrola graniczna (Kazachstan - Kirgizja). Kazachstan w niektórych miejscach był bardzo ładny. Przejeżdzaliśmy przez Turkiestan.
Jedliśmy arbuza i melona.
W Kazachstanie bywają dziwne kontrole (Milicji Transportowej). Wpadło do pociagu 3-4 cywili, machnęli legitymacją, szukali niby noży, narkotyków a tak naprawdę chodziło o ŁAPÓWĘ... W Rosji było podobnie, ale przynajmniej noszą mundury.

Dzień 9 „Biszkek”
"Arturo"
Trochę smutno się rozstawać. 
Granica: Kazachstan - Kirgizja, Kirgistan, Kyrgyzstan. Trochę się ciągnie po stronie Kazachskiej. Kontrolują nie wiadomo co, czyli znowu chcą łapówy (tym razem to chyba żołnierze Pogranicznicy).
Kirgiscy pogranicznicy OK, pełna kultura. Pogranicznik - oficer, wziął nasze paszporty i chciał aby jedna z osób była przy kontrli na komputerze - "Żeby było wiadomo co z naszymi paszportami robi" ;-) 
Po kontroli już 2 godziny, teraz kierujemy się do Biszkeku.
"Wygadała się Prowadnica (konduktorka)", że też chcieli od nas łapówy, ale powiedziała im żaby dali spokój:
"Bo jaka pójdzie w świat opinia? - Kazachowie Łapownicy?" 
I dali nam spokój - trochę się tego wystraszyli. (My z Zachodu, EWRO SAJUZ, cudzoziemcy, jakby z innego świata dla nich).

BISZKEK
Pierwsze wrażenie: dworzec kolejowy OK - reszta: DRAMAT !
Zamieszkaliśmy w pobliżu "Auto Wagzału" (Dworca Autobusowego). Cena pokoju: 1640 Som za 1 dzień. Pokój nawet ok, ściany ładne, telewizor, lodówka, ale... 
Lodówka po otwarciu śmierdzi strasznie!
Prąd jest wydzielony: np. 6:00 - 14:00 Nie ma prądu.
Woda to samo - brak.
Ani się umyć, ani pooglądać TV, ani pospać! Za oknem warczy AGREGAT z restauracji i OK, OK. Oni mają agregat - mają prąd! - DRAMAT!
Okolica SYF, brud, w przejściach podziemnych pod ulicą - śmietnik! Może taka dzielnica? - A może taka bieda? Poznaliśmy inny hotel obok i Cwietę, która za 1000 som wynajmie "Kwartirkę" (mieszkanie na krótki czas wynajmu) z wodą i prądem ! i to CAŁODOBOWO z PRĄDEM ! w CENTRUM !
"Mirka"
Hotel nawet w porządku, tata nie miał ciepłej wody, wyłączyli nam prąd i wodę zabrali, w lodówce śmierdzi oliwkami z octem i w szafie tak samo. Ciepło jest na dworze. Niezła jest obok restauracja, trochę udało nam sie naładować rzeczy bo były bez prądu.
"Inga"
Bardzo się cieszyłam, że nasza podróż wreszcie dobiegła końca w Biszkeku. Dworzec zrobił dobre wrażenie. Po drugiej próbe udało nam się znaleść Hotel. Pokój wyglądał nawet w miarę, ale jak się okazało, prawie cały czas nie było prądu ani wody. W pokoju było też bardzo zimno. Więc postanowiliśmy jak najszybciej jechać do Taszkientu.
Wieczorem zjedliśmy fajną kolację, grała muzyka dyskotekowa. Trochę przespacerowaliśmy się po okolicy. Nareszcie dla mnie i dla wszystkich udało się zrobić pranie. Możemy jechać dalej bo mamy czyste ciuchy. Pranie w Hotelu 400 Som, pranie ręczne bo nie ma prądu! 
"Arturo"
Pani, która się namęczyła, prała recznie! w 100% zasłużyła na kasę.

Dzień 10 „Biszkek - wyjazd na Osz”
Biszkek - gdzie ta "druga Szwajcaria" w Azji Średniej???
"Arturo"
W Biszkeku ponieważ nieiezbyt nam się podobało postanowiliśmy jechać do Taszkientu. Na Osz-Bazar znaleźliśmy "Dziadunia Abtaja" za 1600 som (~112pln) od osoby (czyli x 2) zabrał nas do Dżalalabadu jechaliśmy prawie 10 godzin. To jak jechał "Dziadzia" MASAKRA - ale... szybko i z rozwagą (jak na Kirgizje). Jechaliśmy płatną autostradą, droga ciekawa, przez góry - serpentyny -> Też MASAKRA w nocy skały... trzebabyło strasznie uważać. Spadały głazy, tarasowaly drogę niektóre ogromne z 1,5m wysokie. "Dziadzia" miał SUPER REFLEKS! Autostrada płatna w Kirgizji ma dziwny wymiar stanu pojęcia. Jeszcze w dzień... jedziemy a tu nagle... na drodze zatarasowały nam przejazd - przechodzące krowy. Autostrada! Póżniej zatrzymały nas owce, pędzone przez pasterza na koniu, ze 100 owiec. Autostrada! 
W Dżalalabadzie nie znaleźlismy noclegu "Dziadunio" zaprosił nas do siebie. Mielismy nocleg. Pokój, kibelek na zewnątrz i sen. 
PS.
Jadąc przez góry... Tak, to druga Szwajcaria. Może zaniedbana ale widoki.. NIESAMOWITE!
PS.II
Widzieliśmy wypadek na drodze - płanące auto.
Tam chyba nikogo się nie ratuje? - bo i jak? i... nie ma pogotowia, helikopterów. Allah chciał - Allach zabrał
"Mirka"
Jechałam na kolanach, były góry nudziło mi się, trochę chciało mi się wymiotować. Pan wiózł nas Taxówką.
"Inga"
Po śniadaniu, dosyć szybko udało nam się znaleźć Taksówkę do Dżalalabadu, na początku droga wiodła przez góry i było pięknie.
Ale jechaliśmy w zamieci snieżnej, więc bardzo się bałam. Po drodze był wypadek płonął samochód, więc kiedy dojechaliśmy odetchnęłam z ulgą, że dotarliśmy bezpiecznie.
Hotelu niestety nie udało nam
się znaleźć, więc nocowaliśmy w domu naszego kierowcy. Pokój nawet był fajny - niestety, brak jakiejkolwiek łazienki oraz dziura zamiast kibelka była przykra, ale byłam tak zmęczona, że poszlismy spać.
Dzieciaczek nasz nie jadł cały dzień i po drodze nam zwymiotowal, ale dzielnie się trzymała (Mirka).

Dzień 11 „Dżalalabad -> Taszkient”
Czyli... z Kirgizji do Uzbeku.
"Arturo"
Rano obejżeliśmy domek Dziadunia, zadbany trochę dziko, ale zadbany. Woda na podwórku, kibelek - dziura w kręgu betonu, ale spokojnie i...  jakos miło.
Dziadunio był miły :-) . Zawiózł nas do granicy, pomógł złapać z granicy do Andiżanu gościa, zadbał żeby nas nie orżnęli. Za nocleg nie wziął ani grosza. Gość - To gość! Free.
Za granicę i pomoc 20 pln (300 som). Po drodze pokazał nam uprawy bawełny, opowiadał, że jest tam sporo możliwości. Dostał 1mln Som czyli jakieś 70.000pln  (nie opowiadał skąd to dostał). Marzył że coś wybuduje? może coś postawi dla turystów? Warto pomyśleć.
GRANICA (Kirgizja-Uzbekistan).
Tu miło i spokojnie Kirgizi OK, Uzbecy OK. 
Z granicy (przeszliśmy pieszo) wziął nas Uzbek - RaszanBek. Hanabad -> Andiżan.
Graniczne przejście troche zacofane ale...
Kirgizi Nowy terminal, ale spisal nas do zeszytu (brak komputerów).
Uzbecy Komputer (z UE prezent! nalepka z gwiazdkami!!!) ale terminal słaby.
RaszanBek dowiózł nas do Andiżanu. Uzbek to zupęłnie inny kraj! CZYSTY, kulturalny, ZADBANY, ZAGOSPODAROWANY. Inny Świat.
RaszanBek wziął 20.000 Sum (38pln) zadbał aby jego Brat Adił dowiózł nas do Taszkientu. Za 35 usd + 1 pasażer dowiózł nas do Taszkientu do Hotelu - Noclegu. To coś jak pensjonat. Jest OK. 40 usd za noc, ale mamy wannę, CZYSTO, CIEPŁA WODA! CZAD!!! :-) i jest PRĄD!
Poszliśmy na spacer i zjedliśmy za 13.000 Sum - 24 pln (SOMy - KIRGIZJA, SUMy -Uzbekistan). Szaszłyczek + herbata i baranina jest OK. 
Po kolacji wreszcie się porządnie wykąpałem. W Biszkeku tylko "byle jak" się umyłem, więc od Lwowa, wreszcie PORZĄDNA KĄPIEL w wannie, to prawie od domu 12 dni. Taaa - Wanna.
"Mirka"
Była granica. Jechałam Taksówką, była Pani i Pan. Był targ, mamy arbuza i ta podróż była ciężka.
"Inga"
Pobudka pierwsza myśl: "gdzie ja jestem?" Mój Arturo i Córa są! więc nie jest źle. Byłam rano głodna, chciałam się gdzieś umyć, na dworze przed domem był kranik z wodą więc trochę się opłukaliśmy. "Dziadek" dał nam coś na śniadanie i w drogę!
"Dziadek" dowiózł nas do Granicy (Kirgizja - Uzbekistan), pomógł nam znaleźć kierowcę do Andiżanu, na przejściu granicznym było sympatycznie NIKT NIE robił nam problemów. Jedziemy dalej z Andiżanu do TASZKIENTU. Niestety kierowca był trochę chciwy więc naciągnął nas na 35 baksów (35usd). Dojechaliśmy bez problemów, trasa była ładna, przez góry.
Taszkient zrobił wielkie wrażenie, wreszcie cywilizacja, jestem trochę zagubiona. Kiedy dojechalismy do naszego miejsca noclegu, pierwsze  moje wrażenie to - SLAMSY, ale weszłam do pokoju CZYSTO, MIŁO i przytulnie. Mimo dość nieprzyjemnego właściciela i to że naciągnął nas na 40 baksów (40 usd) a nie na 35 jak było umówione, jestem szczęśliwa.
Wykąpalismy się, zjedliśmy, jest czysto ciepło idziemy SPAĆ!

Dzień 12 „Taszkient”
"Arturo"
Taszkient to ładne, zadbane miasto. Czyste! 
Ludzie trochę chciwi, nastawieni na kasę, ale pomagają wskażą miesjce, co i gdzie powiedzą. Biorą nas za: Rosjan? Ukraińców? Jak mówimy Polacy? - Zdziwienie. Skojarzenia? uzbeków z Polską to: Legia Warszawa, DUDEK, Rymski Papa (Jan Pawel II).
Dzisiaj szukalismy: bankomatu.... Mistrzostwo Świata! Normalnie nigdzie NIE MA. Znaleźlismy dopiero w Hotelu Uzbekistan, tam też wymieniliśmy trochę kasy i był Interet bezprzewodowy (Wi Fi). Kupilismy też mapy. 
Na dworcu głownym kolejowym, jest pociąg do Samarkandy za 8000 Sum (15pln). Mielismy się dzisiaj spotkać z N, coś jednak nie wypaliło.
Na necie sprawdziłem łączność ze światem. Fajnie się tak połączyć ze znajomymi, sprawdzić co w pracy. 
Dzisiaj coś źle się czuję, może to zmęczenie? klimat? a może grypa? ot, taki kryzys podróży. Muszę dzień odpocząć, przyzwyczaić się i OK.
Ogólnie miasto jest fajne, jechaliśmy też metrem. Metro czyste i zadbane ale nie wiele ludzi jeździ nim w południe, a może to taka pora? Ale metro fajne z urokiem.
Jedliśmy też w knajpce tu jest taka sobie kuchnia. W naszym pensjonacie mamy śniadania, więc jest tylko obiado-kolacja  na mieście. Pogoda jest ciepła, nawet za gorąco jak nasze lato.
Przed naszym pensjonatem mamy na placu... rosnące drzewa Hurmy... nieziemsko. 
Architektura tutaj to mieszanka stylu arabskiego z łaciną + cyrylicą, takimi napisami  - ciekawe.
Sam Taszkient to stolica Europejska z kilkoma brakami, np. Brakiem bankomatów.
"Mirka"
Wstaliśmy dzis rano, byliśmy w hotelu, szukalismy bankomatu, aby wymienić pieniążki. Baranki, byczka widziałam dzisiaj, chcielismy gdzieś zjeść obiad. jechałam meterem.
"Inga"
Rano pierwsza myśl: "gdzie ja jestem, co się stało? - acha jestem w Taszkiencie. Rodzina obok." Śniadanko podali nam przepyszne. Arturo był coś niemrawy, pewnie nie chce się przyznać, że też jest trochę zagubiony.
Idziemy na miasto.
Taszkient to naprawdę Europejskie miasto. Jestem pod wrażeniem. Jechalismy metrem, a po długich próbach udało nam się znaleźć BANKOMAT.
Podłączyliśmy się do Internetu, uzupełniliśmy zapasy gotówki, więc jest dobrze. Zadzwoniłam do siostrzyczki, żeby poinformować gdzie jesteśmy i że żyjemy.
Zjedliśmy całkiem niezły obiad, chciałoby się jeszcze spróbowac typowo uzbeckiej kuchni. Mirka kupiła sobie miseczkę do herbaty. Zrobiliśmy wielkie pranie. Cieszę się, że w Taszkiencie będziemy parę dni, dobrze nam to zrobi! :-)

Dzień 13 „Taszkient - 2 dzień pobytu, juz na spokojnie... ”
"Arturo"
Byliiśmy po kasę i po "Internet" w Hotelu Uzbekistan, kupilismy też MTSa Uzbeskiego Kartę SIM 3000 Sum.
Pochodzilismy trochę po mieście, byliśmy na obiedzie w knajpce. Piliśmy wino "Czarna Perła" uzbeckie wino jest całkiem dobre.
poszliśmy też
do SUMu domu Towarowego z pamiątkami itp. cos jak GUM w Moskwie. Kupilismy Gadżety flagę, czapki. Do południa też udało nam się wejść na Bazar. Sporo towarów od Owoców przez DVD, stroje ludowe a naśrodku Bazaru? - wejście do stacji Metra. Stacja pod ziemna.
Taszkient mnjie zaskakuje.
Wieczorem wrócilismy do pensjonatu, na kolację w Uzbeckim stylu, cąłkiem dobra. raz w tygodniu w pensjonacie robia taką narodowa kolacje dla turystów. acha! W restauracji wcześniej jedliśmy PRAWDZIWE SZASZŁYKI z baraniny. Obiad 32.000 Sum (70pln).
Mamy też już bilety na Samarkande 8.000 Sum (34pln).
Ogólnie dzisiaj na spokojnie zwiedzaliśmy Taszkient. Dzień ciepły choć wieczór i noc już chłodna. Pierwszy dzień był spokojnym odpoczynkiem. 

Dzień 14 „Taszkient - 3 dzień, Deszcz!”
"Arturo"
Dowiedziałem się, że mozna zrobić wizę Tadżycką, bardzo mi zależało aby zobaczyć Duszanbe (Tadżykistan). To miasto być "Perełką" w koronie. Taki szczyt, szczytów - Duszanbe!
Oczywiście Inga złośliwie wszystko robiła, aby się nie udało. Sam konsulat powiedział, że OK zrobią. A Inga się ociągała i wiem że robiła to złośliwie, papierosek, wolno szła itd... W końcu zamkneli konsulat i Kicha! Był do 12:00 otwarty, a cena 60usd za wizę. A było TAK Blisko...!
Inga tak mnie tym wkurzyła, że nie miałem ochoty z nią rozmawiać. Pokłóciliśmy się i pojechałem do Hostelu. Wcześniej spotkaliśmy się też z biurem N. oczywiście jej nie było ale biuro ma ładne.
W "domu" przespałem się, będę wściekły na Ingę do końca życia. Było tak blisko i byłoby Duszanbe...
Wieczorem poszliśmy na kolację, daliśmy 12.000 Sum (21pln). Nie zrobiłem dzisiaj ani jednego zdjęcia. Odpocząłem trochę sam, mam dziewczyn trochę dość! i to Duszanbe, wredna Inga... 
Ona nie nadaje się do takich podróży! z plecakiem! Jest za bardzo rozpieszczona! - "Amerykańska".
"Mirka"
Tata się na nas zezłościł i mama się złościła na tatę. Padał deszcz, szukaliśmy jedzenia czyli restauracji.
"Inga"
Po śniadaniu Arturowi przypomniało się że chciałby pojechać do Duszanbe, ale za bardzo mu się nie spieszyło. (Tu stanowczo protestuję - Arturo)
więc zaproponowałam, że pójdziemy do biura N., nim tam dotarliśmy była prawie 12 - sta więc okazało się, że konsulat jest nieczynny. No i zaczęło się... Arturo sie zbuntował. Stwierdził, że on już nie chce i jedzie do pensjonatu. Żal i Rozpacz.
Więc, żeby nie tracić całego dnia, poszłyśmy do restauracji ale obsługa wyjątkowo była niemiła.
Po powrocie Arturo dalej był "Zachmurzony", ale pod wieczór mu przeszło! (Nie, Nie przeszło - Arturo) oczywiśie to była moja wina!

Dzień 15 „Taszkient -> Samarkanda”
"Arturo"
Wstaliśmy rano na pociąg, bilety kupiliśmy już 2 dni wcześniej. W pociągu poznaliśmy Siergieja, przewodnika po Uzbekistanie. Bierze 5 usd od grupy. powiedział nam, że jest szansa na wizę na granicy do Tadżykistanu. Może uda się wjechać do Duszanbe? :-)

SAMARKANDA
Sergiej polecił nam porządnego Taksówkarza, za 50.000 Sum (100pln)  Pokazał nam Samarkandę i zabytki okolicy, opowiedział o historii sporo zobaczyliśmy w sumie 5 miejsc. I polecił nam spoko knajpki w miarę Hostel - Pensjonat 35usd za noc + śniadanie. (za 2 osoby + dziecko ;-).
Samarkanda to stare, historyczne miasto, ciekawe, jakby z 4 części. Dużo tu historii. Ogólnie zmęczeni po dzisiejszym zwiedzaniu: I Meczet Azji Średniej, Grób Timura, Święte miejsce na drodze do Buchary (cos jak nasza Jasna Góra w Częstochowie) warta 3,5 mln USD ? 35 mln Sum ?
Z wizą do Tadżykistanu nic nie wyszlo - no cóż innym razem! A na "dziko" trochę ryzyko przez granicę! A było tak blisko?! ok 100km od Duszanbe jesteśmy!
Ech... szkoda, a 50km od Tadżykistanu! :-(
"Inga"
Po śniadaniu, spakowaniu się, pojechalismy na pociag. Uzbeckie pociągi są naprawdę fajne. Po 3 godzinach byliśmy w Samarkandzie. Miasto bardzo ładne. Na dworcu kolejowym poznaliśmy taksówkarza - Żenię (Gienadija). Za 50.000 (100pln) Sum zabrał nas na wycieczkę po Samarkandzie. Zobaczyliśmy najważniejsze zabytki. Bardzo udany dzień. :-)

Dzień 16 „Samarkanda - 2 dzień”
"Arturo"
Pojechaliśmy do Szachrizabzu (
Shahrisabz, Szachrisabz), Żenia wziął 70 usd ale, warto było. Wieczorem byliśmy w muzeum wina ach... 1500 Sum (za 2 os.).
SZACHRIZABZ
Jechaliśmy z Samarkandy przez Góry stromo, ale widoki fajne. Sam Szachrizabz to miasteczko niewielkie z Pomnikiem Timura i Mauzoleum, muzem zabytkowe. Historii sporo. Oglądaliśmy Pomnik Timura to historyczny Król Uzbekistanu, są tylko 3 Pomniki Timura w Uzbekistanie: w Taszkiencie - "Timur Zdobywca na Koniu", w Samarkandzie - "Timur Zwycięzca - Siedzący" i Szachrizabzie - "Timur Władca - Stojący". Obejrzeliśmy też Muzeum Historii oraz Mauzoleum. Mauzoleum wybudowano dla Synów Timura, aby ich tam pochować w Chwale Ojca.
Wracając wstąpiliśmy na przekąskę, ale facet nas oszukał, mięso z kościami i 15.000 Sum. A to Dziad! Wracając przez góry kupiliśmy orzechy. A wieczorem pojechaliśmy do Muzeum Wina. Oprowadzała nas babka po muzeum i ekspozycjach. Zakład jest z 1864 roku, kto by pomyślał ze robią tu wino? Mają dyplomy z USA!, Gruzji!... złote medale, wyróznienia za jakość wina.
A potem...
Degustacja, jak to na winiarnię przystało ;-). Degustowalismy razem z Japończykami, każdy dostał 12 kieliszków + Woda + Biszkopt.
O każdym winie krótka wzmianka i... kosztowanie. Kieliszki małe z 25 ml ? 50 ml ?ale po 10-tym już człowiek czuje... :-). Mi najbardziej przypadł Kagor kieliszeczki: 3, 5, 7.  A 10, 11 - to koniaki... fuuuu :-(, 12 to balsam coś jak koniak z ziołami.
Wina mają 16% ... 22~24% CUKRU! Pychota! Kupiliśmy kilka buteleczek dla siebie :-) 
i tak w wyjątkowo dobrym humorze wyszliśmy z Muzeum Wina w Wino-Kombinacie  w Samarkandzie. (ha! a w jakim humorze byli sami Japończycy? ;-))
Potem poszliśmy do knajpki z szaszłykami, w knajpie niezwykła atmosfera, impreza, chyba ślub? wesoło!
Ogólnie do "domu - Pensjonatu" wrócilismy w bardzo dobrym HUMORZE... :-)
"Inga"
Rano po śniadaniu pojechaliśmy z naszym taksówkarzem do Szachrizabzu. Bardzo ładne miejsce i najważniejsze wieczorem poszliśmy na degustację wina. Przy okazji zakupiliśmy parę buteleczek na drogę.

Dzień 17 „Samarkanda - 3 dzień, Niedziela "Free Day”
"Arturo"
Dość długo spałem do 11? ale w nocy budziłem sie 4 razy. Odpocząłem, dziewczyny same rano poszły na śniadanie i do parku. Po 12-stej, wstałem umyłem się, wykąpałem i poszliśmy na miasto. Park, szaszłyk i spacer. Dzisiaj kupiliłem koszulkę z Samarkandy!
"Inga"
Dziś z Mirką byłyśmy w parku. Dziecko pojeździło na karuzelach i było zadowolone. Arturo obudził sie około 12stej "śpioch". Kupiłam 2 koszulki.
 


Dzień 18 „Samarkanda - 4 dzień, Ostatni Dzień w Samarkandzie”
"Arturo"
Byliśmy dziś na mieście, ot nowe znajomości, nowe kontakty i zwiedzanie. Byłem w Muzeum (Bardzo ciekawe)
 Inga nie poszła. Wieczorem wybraliśmy się do restauracji, jedliśmy już tam. Knajpka nazywa się: KARIM BEK, ale naprawdę niedrogo i OK. POLECAM! Jedzenie świerze, ceny dobre. Dziś 24.000 Sum! Obsługa miła, jest czysto. Dostaliśmy też od kelnerki tytuł naszej piosenki (cały czas gdzieś ją słyszymy na ulicach, w knajpkach itd...) a tytuł to... "MamaHej, Mama HEJ" -  ASIMBEK "HATOK KJIQIPE" dobra... prościej mówić "Mama HEJ!" ;-)
Mamy coraz więcej kontaktów, i znajomości... tylko robić tu wycieczki.
Rozbiła mi się lornetka, trochę szkoda ale swoje lata miała.
Doładowałem też MTSa Uzbeckiego za 3000 Sum (15pln).
Muzeum: 3600 Sum. 
Wejście do Meczetów Timura i Synów: swoi 500 Sum, ale dla nas już 6500 Sum.
Taxi 2500~3000 Sum.
Herbata (Ciaj) w butelce 800~1400 Sum.
Mapa 3000 Sum.
Czapka 1000 Sum.
CD - Muza "Pirat Uzbecki" 800 Sum (z "Mama Hej!" wiadomo!)
Oczywiście trzeba się targowac bo chcą - więcej! ;-)
"Mirka"
Byłam w muzeum, oglądaliśmy z tatą JURTY, były stroje i kości człowieka, były naczynia, ale trochę zniszczone. Jedliśmy kolację, tańcowałam z tatą. Jedzenie jedliśmy w restauracji - zwyczajnej restauracji. Była trochę fajna, chciało mi się tańczyć. Było ekstra jedzenie.
"Inga"
Dzisiaj był spokojny dzień. Pochodziliśmy trochę po mieście Mirka z Arturo poszli do muzeum. Ja nie, bo szkoda kasy. Te muzea nie są takie tanie. Wieczorem pojechaliśmy do fajnej restauracji. "Dzieciaki" potańczyły, było miło i sympatycznie na nich popatrzeć.
Dzień 19 „Buchara”
"Arturo"
Przyjechaliśmy do Buchary. W pociągu pogadałem z sympatycznym gościem i tak minęły nam 3 godziny. W Bucharze odebrał nas znajomy Żeni. Przyjazd OK. ZD Wagzał około 15 km od Centrum miasta!!! 
Hostel po 30 dolarów za (2 osoby + śniadanie), ale pokój był dośc brudny - zakurzony. "Koty" wilekie z kurzu. Prysznic pośrodku dziura. 
Centrum Buchary (Bukhary), historyczne stare centrum z XII~XIII wieku, arabskie. Ale wszystko nastawione na zdzierstwo z Turytów. Ceny kosmiczne. Koszulka  15.000 Sum! Szaszłyk byle co 18.000 Sum! Znaleźliśmy 5-6 hoteli w tym jeden całkiem fajny po 38 euro za noc. Jutro się tam przenosimy. Jest tam spoko restauracja, Internet! za kolację dzisiaj dalismy 15.500 Sum! a sporo jedzenia. Ja jutro mam inne plany niz "dziewczyny" Chcę zobaczyc Termez, one Buchare.
Ogólnie dzisiaj jesteśmy trochę zmęczeni.
"Mirka"
Zwiedzaliśmy miasto, zjedliśmy niefajny obiad. Jedzenie było ochydne, mojego szaszłyka nie dało sie zjeść. Zjedliśmy w piwnicy, bardzo późno umówiliśmy się na Hotel na jedną noc. Bardzo późno poszliśmy do restauracji, restauracja była w Hotelu, w tym którym umówiliśmy się na noc. Ja jak zwykle grałam z tatą. Kolacja smaczna byla, ale grałam i jedzenie wtedy wystygło.
"Inga"
O 12:00 mielismy pociąg do Buchary. Podróż minęła dość szybko 3 gdziny. Na dworcu czekał na nas kierowca z napisem "INGA POLAND", a w taksówce pytał się skąd jesteśmy :-).
Hotel pierwsze wrażenie - "syf`, ale Arturo nic nie powiedziałam, żeby nie mówił ze zrzędzę. Ale jemu tez się nie spodobał.
W restauracji, w której jedliśmy kolację, bałam się jeść! - bo wyglądała niezbyt ciekawie. Może jutro uda się zmienic hotel ?.
Pierwsze wrażenie z Buchary - ładne miasto, stare, ale pamiątek się nie kupi bo są drogie.
Tutaj jest dużo turystów i ceny odpowiedznio wysokie.

Dzień 20 „Buchara - 2 dzień”
"Arturo"
Nie pojechałem do Termezu, była brzydka pogoda no i szkoda było kasy. Przenosimy się do innego Hotelu  (4**** - 4 gwiazdki). Wykąpaliśmy się porządnie! Zrobiliśmy dokładne pranie! I odpoczęli trochę.
Wieczorem na internecie nawiązałem "łącznośc ze światem" nasza www ma 10.166 wejść :-), w Pakistanie było trzęsienie ziemi :-( wsumie teraz to niedaleko. Ogólnie dzień przeznaczony na odpoczynek, z resztą była i tak pogoda byle jaka - padało i +10*C.
"Inga"
Rano przeprowadziliśmy się do innego hotelu jestem w Raju. Jest czysto, ładnie aż się nie chce wychodzić z pokoju. 
Arturo chyba też się spodobał.  Pogoda była brzydka więc nie pojechał do swojego Termezu.
Dziś zrobiliśmy razem pranie i odpoczywaliśmy. Arturo dorwał się do Internetu i już zadowolony, a ja mam wannę więc też jestem happy.

Dzień 21 „Buchara - 3 dzień”
"Arturo"
Pochodziliśmy po mieście, kupiliśmy też bilety Buchara -> Taszkient. Ogólnie Buchara mnie się nie podoba. Za długo tu już jesteśmy. Samo miasto, coś jak większa wioska? Zabytki są, ale zaniedbane - a szkoda. No i pogoda też "do kitu", dziś dopiero wyszło słońce.
Powoli aczkolwiek stanowczo czuję zmęczenie i dziewczynami i wyjazdem. Normalnie przespałbym jeden pełny dzień! Dziewczyny mają problem z żołądkami i mówiąc krótko obie maja "s....czkę" 
Kończy się też kasa. Co nie jest wesołe.

Na każde miejsce 1-2 dni, 3 to juz powoli nudno się robi. Trzeba o tym pamiętać. Termezu trochę żałuję ale... następnym razem. :-)
W Termez są, co ciekawostka: zabytki Buddyzmu! Chyba jedyne w Azji Średniej?! przyjeżdżają Japończycy, nawet tam postawili muzeum.
"Inga"
Spało się dobrze. Rano śniadanie duuuuuże: "szwedzki stół". Arturo nie poszedł bo spał, ale jego strata. Pochodziliśmy po mieście, kupiliśmy bilety do Taszkientu. Pakowanie i jutro - wyjazd. Mamy problemy z żołądkami (tzn. One mają! nie ja! - Artur).
"Mirka"
Byliśmy na spacerze. Zjedliśmy ekstra obiad, trochę późno.

Dzień 22 „Buchara -> Taszkient”
"Arturo"
Wyjechaliśmy rano o 7:00 już z Hotelu, Taxa -> Pociąg. W pociągu nic ciekawego i 14-sta byliśmy już w Taszkiencie. 
Zasadzkas!
ZD Taszkient (Dwodzec Kolejowy) ale jakaś inna stacja? - Żywnaja!? "Na Zadupiu"! Coś się zepsuło na Dworcu Głównym i odstawili nas na... na zadupie :-/.
Do centrum dojechaliśmy 132, a potem Metrem. Inga sama stwierdziła ze plecak ma ciężki. Może nauczy się pakować ? ;-)
Do Hostelu trafiliśmy szybko, pokój na I piętrze. Potem kolacja w jadalni takiej dużej i piwo na wieczór ?
W sumie dzień w porządku. :-)

Dzień 23 „Taszkient -> Osz”
"Arturo"
Z Taszkientu Głównego, obok poczty jest Parking. Stoja tam TAXI na Andiżan i Fergane.
Warto brać z rejestracją na Andiżan wracający do Domu i można się lepiej potargować.
Numery rejestracyjne są niebieskie, początek oznacza miasto:
Taszkient - 10, 11, 30
Osz - 17, 16
Fergana - 15,
Za 30 Usd wziął nas facet do Andiżanu (Andijan). W górach juz był śnieg, w Andiżanie byliśmy wieczorem. Za 12.000 Sum zabrał nas gostek do Granicy (Andiżan -> granica: Uzbekistan - Kirgizja) jazdy jakieś 45 minut.
12.000 Sum za 2 osoby cena dobra (60pln), a w przeciwną zdarli z nas 20.000 Sum, dla nas to i tak mało ;-) (100pln).
Granica Uzbecka OK, szybko na Uzbeckiej 2 deklaracje celne (były 3 przedtem!) i problem bo wzięliśmy kase w deklaracji a teraz nie mamy :-) a płaciliśmy...
Podaliśmy numer VISY (karty Bankomatowej VISA) i dali nam spokój. Chyba nawet dokładnie nie wiedzieli do czego Karta Bankomatowa służy i czemu my z zachodu ją tak zabieramy, zamiast gotówki ?... no co kraj to obyczaj.
Na granicy spotkaliśmy dziewczynę z Jakucka i dziadunia z koszykami z wikliny. 
Granica Kirgizka OK, wymieniliśmy się z Pogranicznikiem monetami do kolekcji, dla Mirki i pewnego znajomego, który zbiera monety z całego świata (niby dla syna a... sam się nimi zawsze zachwyca ;-). Pogranicznik pokazywał ze ma nawet Jeny od wycieczki z Japonii, nie wiem czy to taki niby sposób na łapówę? czy faktycznie kolekcjoner. W kazdym razie z polskich PLNów monet ucieszył sie jak dziecko :-) Co kolekcjoner, to kolekcjoner niech mu zbiory rosną ;-)
Na granicy Dziadunio z koszykami, no 5 groszy bym za niego nie dał!!! Zaproponował nam dojazd do Osz. Zabrał nas swoim samochodem. Myśleliśmy że będzie jakiś stary klekot? a tu.... Opel Vectra! (Dziadunio tak bidnie wyglądał, a tu taka zmyłka!).
Ponieważ było już późno Dziadunio wziął nas do siebie na nocleg, mimo tego że Hotel miał niedaleko, jednak Kirgizi są bardzo gościnni. Dziadunio okazał się ukrytym Bogaczem z Biznesu Kwiatów. Handlował Różami. Hatę miał OK, synów dwóch, żona, córka. W sumie był ex Majorem Milicji (ponoć był Śledczym)
i miał 10 dzieciaków. Przenocowaliśmy u Dziadunia, okazało się, że ma 68 latek! Dziadunio to aparat jakich mało :-), żona Uzbeczka chyba nawet druga żona, grał w szachy rewelacyjnie. Opowiadał o Kirgizji, o sobie... Żona w 90 tych latach przyjeżdzała do Polski handlować , może stąd miał sentyment do Polski? Dziadzia wogóle był Tatarem, miał 2 kwiaciarnie, kilka pól uprawnych z różami, szklarnie... w Osz był znany i szanowany! Na nazwisko miał Bogdanowicz, coś też opowiadał o polskich dalekich dalekich korzeniach. Taki to był Dziadzia Bogdanowicz, a 5 groszy bym za niego nie dał, kiedy pierwszy raz go zobaczyłem.
Pozory mylą! Kiedyś pewna Polonistka na zakończenie podstawówki wpisała mi w zeszycie taką frazę:
"Najpierw trzeba dobrze kogoś poznać - zanim się go dobrze oceni". W Kirgizji Dziadzia Bogdanowicz tą maksymę mi dobrze przypomniał.

Dzień 24 „Osz, Osz -> Biszkek”
"Arturo"
Rano Dziadzia Pokazał nam Osz, chyba niechcący palnąłem o skromności miasta i Kirgizji, no i Dziadzia Bogdanowicz uniósł się honorem, aby pokazać miasto! Zaczął od tego że ma 7 aut! i sklepy - kwiaciarnie. Pokazał nam pole róż i swoje szklarnie. Wszędzie, gdzie wchodził z szacunkiem go witali w mieście. Dziadunio Aparat hoo hoo :-).
Osz, to miasto duże, które się buduje i rozwija. Ma w sumie 16 uniwersytetów (wydziały, oddziały, filie), ładne miasto z górami i muzemu (największe Muzeum Azji Średniej). Osz jest kolorowe, nieco zmieniłem zdanie o Kirgizji. Co Dziadunio mógł najlepszego pokazać w mieście, to pokazał. Muzeum, góry, nowe osiedla, uniwersytety itd. Zrobił nam do południa wycieczkę po mieście w swojej Furce nr 1 w Vektrze. Na obiad u niego serwowano ryby. Widać, że się starali nas ugościć. Jak najlepiej. :-)
Brawko dla Osz i Dziadunia. 
PS.
Opowiadał nam o swoich numerach z młodości. Jako tako zgrywał czasem, że nie rozumie po Rosyjsku... Aparat! :-) Opowiadał o Afganistanie był tam 4 razy, biznes i pewnie inne sprawy.
Dziadunio Bogdanowicz odprawił nas na Taxi za 2100 Som. (2,5 osoby + plecaki). Poprzednio Aktobej naciągnął nas na 3200 Som (przypominam Uzbekistan SUMy, Kirgizja SOMy inne też przeliczniki ;-). W górach bylismy w nocy, śnieg, zadymka, straszno. Zakręty, poślizgi 80-120 km/h straszno! było. Mirka spała i Inga też i dobrze. Nad ranem  5:00 byliśmy w Biszkeku. Przejazd przez góry to "pierewał" wszyscy kierowcy się go troche boją, wiec często żegnają się jakby to było ostatnie spotkanie. Niestety czasem tak bywa i więcej się nie zobaczą... awarie, poślizgi, góry, byle jaka droga. O wypadek i śmierć - nie trudno.

Dzień 25  "Biszkek- 1 dzień”
"Arturo"
Nad ranem byliśmy w Biszkeku, po drodze było 9 kontroli i 3 odpoczynki. 
Może i lepiej, góry- było ostro!
Spotkaliśmy Swietlana, mieszkanko nam zapewniła za 1200 sum. Nawet niezłe. Ciepłej wody nie było na początku. Chcieliśmy pospać i się zaczęło... Okazało się, że Swietłana też mieszkanie wynajmuje od kogoś. Na dole kogoś zalało i właścicielka na nas się wydzierała. Potem dzwoniła do Swietłany po tem do nas potem na stacjonarny. A że tak powiem, co ich sprawy nas obchodzą? Ogólnie do 14 obie dawały czadu. Potem się dogadały i był już spokój. 
Wieczorem wykąpaliśmy się spokojnie, ah nie ma jak ciepła woda (u Dziadunia było jako tako, bania i kibelek out).
Wyspaliśmy się trochę, wieczorem Inga zerknęła co jest w okolicy, ja nie spałem całą noc, więc zdrzemnąłem się teraz. Zrobiliśmy wieczorem pranie. 

Dzień 26  "Biszkek - 2 dzień”
"Arturo"
Rano Mirka wymiotowała aż 4 razy. Do 14 pospaliśmy i uspokoiła się Mirka, z brzuchem już ok.
Poszliśmy na miasto. Włączyli tez kaloryfery i ciepłą wodę w kranie. 
Biszkek. Przynajmniej nasza okolica jest ok. Ulica Kijewska jest czysta i ładna. Pooglądaliśmy miasto, sklepy, kupiliśmy podarunki. Jedliśmy w knajpce, wreszcie zjadłem ostre żarcie. Za kurczaka w chilli dla 3 osób daliśmy 880 sum. 
W SUMie podobnie jak w Taszkiencie, kupiliśmy flagi, koszulki, kubeczek. Koszulka 350 (21,5 zł), kubek 150 (10zł), flagi 80 (6 zł). Kupiliśmy też mapę Biszkeku i 2 przewodniki. 
W TV na pierwszym rosyjskim kanale oglądałem 12 Michajłowa - ciekawy film.
Jutro Isyk-Kul. 
W Biszkeku jest sporo bankomatów oraz kafejek z Internetem, ale Wi-fi nie ma. Biszkek jest ok. 

Dzień 27  "Biszkek -> Isyk-Kul”
"Arturo"


Rano pakowanko i w drogę. Swietłana miała być o 10:00, czyli była o 11:00, u Kirgizów to norma jak u Włochów Domani. 
Marszutkę znaleźliśmy szybko, a sama Swjetłana zawiozła nas za 10 som na afto wagzau zapadni (niedaleko Osz- bazar) i naszego pierwszego noclegu w Hotelu Kazachstan. 
Do Isyk-Kula jechaliśy 3 h, za 750 som (3 osoby). Kierowca odwiózł nas do Ciała-Ata, to jedna z większych miejscowości po południowej stronie jeziora. Inga trochę marudziła z noclegami, po 250, nie bo zimno, po 1000 za drogo i trafiliśmy do: Rezydencji Prezydenta nr 2 za 1000 som od osoby, z żarciem 3 razy dziennie. Sama rezydencja jest ok, zaś obok jest ścisła rezyencja samego prezydenta. My byliśmy w części dla deputatów, cudzoziemców itd. Za dużo nie oglądaliśmy, ale pierwsze wrażenia pozytywne. 
Jezioro czyte, piasek gruby, nawet mieli motorówki i statek. Po sezoie nie jest superładnie, ale ośrodek się stara. Z resztą po samym sezonie duzo noclegów się zamyka, mieliśmy problem znaleźć zakwaterowanie. Poznaliśmy Kirgizki, które były na jakiejś konferencji. Kolacja i spać.

Dzień 28  "Ciała-Ata - 1 dzień”
"Arturo"
Po śniadaniu poszliśmy na basen i masaż. Ośrodek to coś jak uzdrowisko. Mają kąpiele w piasku, bicze wodne, basen, masaże, ogólnie sprzęt stary jak świat, ale jeszcze działa. Inga nawiązała kontak z kierowniczką, ale jak to oni, naobiecywała nam ulotki i wizytę w ścisłej rezydencji prezydenta i nic nie spełniła. Kirgizi są małosłowni. 
Basen bardzo nas odprężył, zauważyłem, że Kirgizi nie potrafią pływać - z resztą, gdzie mają się nauczyć. Masaż kanada - odprężający, super. Po obiedzie poszliśmy do miasteczka. To typowe wypoczynkowe miasteczko, jak nasza Krynica, sezonowe miasto. I zdziwko... niedaleko bankomat, sklep, kino, kilka kafejek z Internetem, muzeum, ot i prawie cała wioska. 
P.S. Wina kirgizkie są obrzydliwe - japcoki. Wieczorem poszliśmy nad jezioro, niby się pożegnać, a jednak popływać. Jezioro wieczorem jest ładne. Wzięliśmy trochę piasku na pamiątkę i zdziwko nr 2: właściwie to ta woda w jeziorku jest trochę słona, a spodziewałem się słodkiej wody.  


Dzień 29  "Ciała-Ata - 2 dzień, Ciała-Ata->Biszkek”
"Arturo"

Rano padało. Dziewczyny poszły na basen, a ja odpoczywam. Coś łamie mnie w  kręgosłupie - chyba zmiana pogody. Po obiedzie jedziemy za 1000 som (3 osoby) Taxom do Biszkeku. Kierowca ok, Wasyli opowiada nam trochę, a jego znajomy dał nam dużo informacji o Kirgizji i Isyk-Kulu.
18:15 jesteśmy w Biszkeku Swjeta już czeka, tym razem jest punktualnie, co nas bardzo zdziwiło. 
Isyk-Kul, to jezioro nieco słone, obok Isyk-Kula są 2,3 źródła z solanką i mniejsze bardzo słone jeziorko. Samo Isyk-Kul nieco... uwaga: promieniuje, są tam rudy uranu, ale raczej niewielkie ilości promieniowania, ale raczej lecznicze, to samo okoliczne góry. W Isyk-Kul, ciekawostka, żyją gtunki i słodko i słono wodnych ryb. To naprawdę interesujące, samo jezioro ma rzadko mgły, jest tam mikroklimat, nie ma komarów, żmij itp. Może to przez różnicę temperatur?
W Uzbekistanie żyją żmije, tarantule, skorpiony, a w Kirgizji nie?
Sama woda jeziora ma właściwości lecznicze - mineralne i jest dość miękka, śliskawa w dotyku oraz trochę słonawa. W Samarkandzie była woda ze srebrem.. tu? nie wiem. Jod na pewno jest, tak samo jak chlorki sodu. 

Dzień 30  "Biszkek, Biszkek -> Moskwa”
"Arturo"
 W Biszkeku byliśmy wieczorem, przespać się trochę, przepakować i jechać dalej. Na pociąg pojechaliśmy normalnie, o 12:45 odjazd i w drogę. Biszkecki skład to dramat. Prowadnica to leń i brudas jakich mało:)
Kontrola Kirgizka ok, Kazachska okropna, trzepanie, psy, strach. W pociągu mamy nawet spoko boks.
Tamira- górny boks, Kirgizka 38 lat.
Luda - babcia na korytarzowym dole..... I tak sobie jedziemy.

Dzień 31  "Biszkek -> Moskwa - 2 dzień”
"Arturo"
Jedziemy dalej, prowadnica bierze na dziko ludzi. W wagonie nie ma już 1,5 dnia wody. W Ares nie zatankowali nas bo nie mieliśmy kwitów na zamówienie. Co ciekawe w pociągu jadą Juryści - (prawnicy), którzy pomagają, bronią ludzi przed kontrolami, łapówkami i kłopotami. Poznajemy też Litwinkę, która jedzie z nami. W jej boksie są oryginalni Kirgizi, z powodu tego jedzie z nami w boksie. Wjeżdzamy wieczorem na granicę. Kazachy trzepią jak zwykle. W Iljecku (granica Kazachstan-Rosja) Rosjanie "deportują", jednego gościa, ma zakaz wjazdu na 5 lat, a próbował i tak wjechać - bezmyslność. Kazachowie przetrzepali Indze plecak, jest wściekła. 
W Samarze robimy fotkę prowadnicy jak przemyca pasażerkę i mamy kozę w garści. Wczoraj poszedłem do naczelniczki, bo prowadnica wkurza już pół wagonu. Jedzie z nami też Nina, była prowadnica. 

Dzień 32  "Biszkek -> Moskwa - 3 dzień - Moskwa”
"Arturo"
Prowadnica jest spanikowana. Przychodzi, żeby z fotką nie robić afery. Płacze, że ma 2 dzieci, tłumaczy się nam. Postawiłem warunki. Czysty korytarz i ubikacja. Ogólnie jest brudaską jakich mało, postraszona nawet sprząta ;). Nasz wagon nr 8 to dramat.
Biszkeckie składy do 017 i 018. Moskiewskie 027 i 028 sa czystsze.
14:06 jesteśmy w Moskwie. Jak wielbłądy idziemy do naszego Hostelu. Trochę szkoda się rozstawać, ale jednak w Moskiwe lepiej. W Hostelu jak to w Hostelu, papiery wypełnione i trzeba iść do baru coś zjeść. Przespaliśmy się. Mamy pokój prywatny, ale przechodzony przez inny. Spotkałem Zulę, która pracuje w Hostelu, oraz Żenię. W tym przechodnim pokoju mieszkają Anglicy. Płacą 1,5 tys. funtów (wtedy prawie 9n tys. zł) za bilety kolejowe Moskwa-Petersbur-Irkuck- Ułan Bator-Pekin. Niezły szmal za wycieczkę.

Dzień 33  "Moskwa -> Lwów"”
"Arturo"
Jedziemy do Lwowa o 13:45. Rano spotykam Natalię, a później wracam do Hostelu po Ingę. Natalia ma super szczęście, pomogła mi załatwić ważną rzecz. 13:45 wagon 15 - jest ok :)
Jedzie z nami Żydówka rosyjskiego pochodzenia, gadamy miło i czas leci nam wesoło.
W nocy babka wysiada w Kijowie. Na korytarzu popijają facet z babką, wracający z pracy z Moskwy. 
W Briańsku kupujemy maskotki (350, 250 rulbi) kryształy (800,900 rubli), może na Allegro się sprzeda. 

Dzień 34  "Lwów->Przemyśl”
"Arturo"
 We Lwowie wysiadamy i idziemy do Szegini na marszutkę - 15 hrywien. Jesteśmy o 13:00 na granicy Ukraińsko-Polskiej - jest OK. Po polskiej stronie, 3 gupy na pieszym pasie chcą wejść do kraju. Przepuszczają nas "na dziecko". Nawet celnicy nas bardzo nie trzepią. Jak zwykle trzepią Ingę (hahaha). W Marszutce do Przemyśla kierowca słucha o naszej podróży. A w Przemyślu jemy w barze, "U Wesołych".
O 15:57 mamy pociąg do Katowic. Jedziemy już...  do domu "rzut beretem". Na wysokości Tarnowa, chodzą pogranicznicy, ciekawostka, patrzyli na plecak Ingi.
21:18 Katowice - o 21:30 podstawiają pociąg do domu - 21:57 odjazd.
23:30 w domu!! nareszce!!!
Trochę dziko we własnym domu, ale trzeba się przyzwyczaić :)
Mój plecak 28 + 8 kg plus siatka 6 kg = 42 kg
Inga 26 kg + 5 kg=31 kg
Mirka 2 kg
Od domu ok 6 000 km. W sumie 35 dni.
KONIEC ;)

powrót
Wadi Travel: Robimy najlepsze wycieczki do Rosji. Wczasy czy urlop tylko z nami i tylko w Rosji. Kup bilety do Rosji. Wykonaj wizy do Rosji u nas. Nasze wycieczki do Rosji są tanie i fajne oraz bardzo ciekawe. Z naszym biurem podróży WADi poznasz jezioro Bajkał a także, dowiesz się jak wygląda pociąg Transsyberyjski i kolej Transsyberyjska. Zabierzemy Cię na wycieczkę do Uzbeksitanu. Pokażemy wycieczkę do Kazachstanu. Jeśli chcesz jedź też znami do petersburga oraz do Moskwy na Białe Noce. Możesz też tanio zwiedzić Lwów czy Mołdawię. Robimy naprawdę fajne wycieczki do Rosji, wycieczki do Kazachstanu, wycieczki do Mongolii. Zrobimy wizy do Rosji, zaplanujemy wyjazd małej grupy przyjaciół. To wszytko można dokonać wygodnie i miło w naszym WADi Travel. Obsługujemy takie miasta jak: Katowice, Kraków, Bielsko-Biała, Warszawa. Znajdziesz nas też u 70 naszych Agnetów w całej Polsce. WADi Travel Zaprasza.
    Start    
    Regulamin    
    Konto bankowe    
    Agenci WADI    
    Biuro    
    Dojazd    
    Dla Agenta    
    Dla Klienta    
    Dla Praktykanta    
    Dla Szkół    
    Dla Turoperatora    
    Franczyza WADi    
    Nie Bankrutuję    
    Oferta WADi    
    Ogłoszenia    
    Opinie o WADi    
    Partnerzy    
    Praca Bielsko-Biała    
    BOXWADi.com    
    ingi.wadi.pl    
    Grupa.wadi.pl    
    Delegacja.wadi.pl    
    Ubezpieczenia.wadi.pl     
    HoteloPak.com    
    SzkolaPilotow.wadi.pl    
    Transsyberyjska.eu    
    WizoPak.wadi.pl    
    iBanditi.wadi.pl    
    Polityka Prywatności    
    Mapa www    
Korzystanie z serwisu wadi.pl oraz wadi.com.pl jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu WADI
Opublikowane na stronach wadi.pl oraz wadi.com.pl informacje nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego

Wczasy Armenia Wczasy Azerbejdżan Wycieczka Bajkał Wycieczka Baku Wczasy Białoruś Wycieczka Chabarowsk Wczasy Chiny Wczasy Estonia Wycieczka Grodno Wczasy Gruzja Wycieczka Habarowsk Wycieczka Indie Wycieczka Irkuck Wycieczka Jakuck Wczasy Jałta Wycieczka Kazachstan Wczasy Kijów Wycieczka Kirgizja Wczasy Krym Wczasy Litwa Wycieczka Lwów Wczasy Łotwa Wycieczka Magadan Wycieczka Mińsk Wycieczka Mołdawia Wycieczka Mongolia Wycieczka Moskwa Wczasy Nepal Wycieczka Nowosybirsk Wczasy Odessa Wycieczka Ojmiakon Wycieczka Petersburg Wczasy Polska Wczasy Rosja Wycieczka Samara Wycieczka Smoleńsk Wczasy Soczi Wycieczka Stalingrad Wycieczka Syberia Wycieczka Tadżykistan Wczasy Turcja Wycieczka Turkmenistan Wczasy Ukraina Wczasy Uzbekistan Wycieczka Wierchojańsk Wycieczka Wilno Wycieczka Władywostok Wycieczka Wołgograd

KSI - Portale turystyczne

 

 

 

 
statystyka Copyright by WADi 2010. All rights reserved.